poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Część czternasta.

Lena patrzyła na Karolinę. 
- Muszę ci coś powiedzieć. - zaczęła powoli najlepsza przyjaciółka zranionej dziewczyny. - Bo... ja to wszystko zaplanowałam z Twardym... - Karolina spuściła głowę w dół. 
- O mój Boże... - Lena była zszokowana. 
Dobrze wiedziała co po zerwaniu mógł zrobić Oscar. Panikowała. Mało myśląc zaczęła biec przed siebie. 
"Muszę dobiec do domu Justina!" - motywowała się. "Kiedy przebiegnę przez most, zostanie mi tylko nie cały kilometr. No dawaj Lena! Szybciej!" 

Oscar zamknął oczy. Zaczął liczyć do trzech. Mimo tego, że stał jeszcze na moście czuł jakby leciał. Leciał... to niezbyt dobre słowo. Czuł jakby spadał. Spadał w lodowatą wodę, która pomoże mu się oderwać od tego świata, w wodę, dzięki której przestanie okłamywać swoich fanów. Zacisnął powieki. Przygryzł usta. Powoli zaczął się odchylać do tyłu. Do wody, morderczej wody. Kochanej wody. Szczerej wody. Wszystko mu się mieszało. 
- Stój! - usłyszał głos anioła, jego anioła. Nie. Jego byłego anioła. - Proszę, nie! - krzyczała zdyszana Lena. - Jeśli mnie kochasz... proszę nie rób tego! Karolina i ten idiota to zaplanowali! Oscar, proszę! - nawet teraz, kiedy byli sami, ona mówiła do niego Oscar. To było słodkie i kochane jednocześnie. 
Podeszła do niego bliżej, z oczu lały jej się łzy. 
- Proszę cię... nie rób tego. - ciągle płakała. Zakryła dłońmi twarz. 
- Chodźmy stąd po zmarzniesz. - poczuła na sobie ciepłe ramiona.
Zapłakana dziewczyna znowu czuła dotyk swojego księcia. Na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech, kiedy Justin niósł ją do swojego domu. Nie myślała o tym, kto teraz zajmie się dyskoteką. Najważniejsze dla niej było, że jest w jego ramionach, że znowu czuje jego zapach. Była taka szczęśliwa. 

Niedziele Lena spędziła z Justinem w jego domu. Przynajmniej ranek tej cudownej niedzieli. Po południu musiała jechać na miejsce, gdzie odbyła się dyskoteka. Miała dużo załatwień. Kiedy wróciła do Oscara zjedli pyszny obiad, następnie obejrzeli razem jakiś film. Nie orientowała się czy z nim jest czy nie. Jednak nie chciała o to pytać dzisiaj. Bo jeśli odpowie "nie", jej cudowny dzień się zawali. 
Naprawdę go kochała, nie chciała iść do swojego domu, gdzie będzie siedziała jedynie w pokoju i patrzyła na jego plakaty. 
- Pa Justin. - szepnęła do jego ucha. 
- Pa księżniczko. - uśmiechnął się. 

"No i ten pierdolony poniedziałek." - myślał Justin idąc do szkoły. Nienawidził tam chodzić, nienawidził wszystkiego co było z nią związane. 
Skręcając w lewo zobaczył w oddali most. Jeden dzień o on już miał z nim wspomnienia. Straszne wspomnienia. Pokręcił głową w geście "jaki ja jestem głupi". 
Na pierwszej lekcji zauważył, że Karolina unika jego dziewczyny (?). Zastanawiał się czy dalej są razem. Jeśli nie, trzeba będzie to naprawić. 
- Oscar! Oscar! - usłyszał przedzierający się przez jego myśli głos.
- Tak? - podrapał się w głowę. 
- Znasz odpowiedź? - zobaczył przed sobą nauczyciela. Był to profesor od geografii. Czyli to już ostatnia lekcja. Jak szybko zleciał czas. 
- A na jakie pytanie? 
- Zacznij uważać. 
Chłopak tylko pokiwał głową, niepotrzebnie. Nauczyciel stał tyłem do niego. Nie posłuchał uwagi profesora. Nadal nie uważał na lekcji, miał szczęście, że więcej go o nic nie pytał.
Dzwonek. W końcu. 
Szybkim tempem pomaszerował do swojej szafki. Nie chciał więcej przebywać w tej szkole, a to dopiero pierwszy dzień. Jeszcze cztery przed nim. 
- E ty! Lamusie! Chcę się z tobą bić! - usłyszał głos Twardego. Kierował te słowa w jego stronę. 
- Po co? - przewrócił oczami. 
- Hm... żeby później pobawić się z tobą lalkami barbie. - uśmiechnął się Twardy. 
- Nie mieszaj mnie w swoje zainteresowania. - Justin zamknął swoją szafkę. 
- Naprawdę nie zrozumiałeś sarkazmu? Chcę pokazać wszystkim tutaj, że ich nowy chłopaczek wcale nie jest taki twardy. 
- Czyżby? No to dawaj. 
Idiota powoli zbliżył się do Oscara. Dłuższą chwilę stał przed nim z obojętną miną. Podniósł prawą rękę. I nagle... kucnął. 
- Koleś... chcesz mi zrobić loda?! - wykrzyczał robiąc krok do tyłu. 
Twardy złapał za nogawki spodni Justina po czym szarpnął nimi w dół. Oscar stał przed szkołą ze spodniami na stopach, w bokserkach. Nie czuł się upokorzony, wręcz przeciwnie. Dobrze wiedział co robić. Ściągnął całkiem spodnie. Twardy zdążył w tym czasie normalnie przed nim stanąć. 
- Jeśli tam ci się podobały, trzeba było powiedzieć. Lubię pomagać biednym. - rzucił swoimi czarnymi rurkami w Twardego.
 Jego uśmiech wyglądał jak banan kiedy zobaczył minę wszystkich ludzi zebranych dookoła. Byli zszokowani, zdezorientowani. Na pewno Twardy wyglądał tak samo, ale jego twarzy nie widział. Dlaczego? Bo miał na głowie jego własne spodnie, a nogawka zakrywała mu twarz. Był z siebie dumny. 
- Pieprz się. - Twardy ściągnął spodnie ze swojej głowy. Cisnął nimi o szafki. - Pamiętaj... - przybliżył się do Justina. - Znam twój sekret. - wypowiedział każde słowo powoli. Oscar zrobił się blady.    

sobota, 17 sierpnia 2013

Część trzynasta.

Lena tamtego wieczoru pomogła wybrać Justinowi jakieś ubranie na dyskotekę. Musiał przyznać; dobrze znała się na modzie. 
Dzisiaj wstał dość późno. Zjadł obiad na śniadanie i poszedł zrobić makijaż. Kiedy zakładał wybrane przez Lenę, czarne spodnie z czerwonymi szelkami przypomniał sobie, że musi w końcu posprzątać w domu. Dawno tego nie robił. Stał przez lustrem w samych spodniach. Miał naprawdę zajebisty kaloryfer. Jednak musiał założyć T - shirt, ze smutkiem na twarzy ubrał czarny, również wcześniej wybrany przez Lenę. Jedynie sam wybierał buty. Wziął jakieś czerwone SUPRY. Dobrze się czuł w tych ubraniach. Kiedy tak stał i myślał o swojej dziewczynie zauważył, że mimo dobrego gustu jego skarba wolałby ubrać swoją klatę w coś innego. Znalazł na łóżku czarną, obcisłą, męską bokserkę. Ponownie stanął przed lustrem. Tak, teraz wyglądał idealnie. Rozczochrał trochę włosy oraz popryskał się mocnymi, męskimi perfumami.  

Kiedy tańczył z Leną na imprezie musiał przyznać, że naprawdę się postarała. Dekoracje wyglądały idealnie a muzyka była naprawdę fajna. We wszystkim przeszkadzał mu jedynie Twardy. 
- Kochanie, - ledwo ją słyszał przez głośną muzykę. - idę po napoje. 
Pocałował ją w czoło, tym gestem pokazał "dobrze, będę tutaj. Pośpiesz się." Lena kiwnęła głową, sekundę później zniknęła w tłumie ludzi. 
Szczerze to kiedy wchodził nie widział żadnego stolika z piciem czy jedzeniem. Najwidoczniej musiał być gdzieś z tyłu. W sali było naprawdę ciemno oraz tłoczno. Nie sądził, że przyjdzie tu cała szkoła. Jak widać lubią dyskoteki. 
- O! Karolina popatrz! - Twardy podszedł do Oscara. W prawym ręku trzymał napój w plastikowym kubeczku. 
- Czego chcesz tym razem? - Justin oblizał usta. 
- Twojej porażki, jak zawsze. - Twardy podszedł bliżej. 
Oscar zauważył Karolinę, która szła w ich stronę z miną dziwki. W ułamku sekundy Oscar poczuł coś mokrego na bluzce i spodniach. Na początku dziękował, że takowy napój nie wylądował mu na twarzy a potem ogarnęła go furia złości. 
W tłumie zobaczył Lenę z dwoma kubeczkami, zapewne pełnymi. Karolina rzuciła się mu na szyję po czym zaczęła go całować.. Nie odwzajemnił. Próbował ją odepchnąć. Na marne. 
- Oscaaar?! Co to ma kurwa być?! Zrywam z tobą, rozumiesz?! Nie odzywaj się do mnie! - Lena rzuciła kubeczkami z piciem w Karolinę i niewinnego chłopaka.  
Twardy zaczął się śmiać kiedy była dziewczyna Justina, odeszła a Karolina przestała go całować. 
Zraniony chłopak nie myślał, jak najszybciej wybiegł z dyskoteki kierując się na najbliższy most. Było mu zimno, pieprzył to. 
Na moście nie było ani jednej latarni. Mimo to widział ten nurt... fale... nie duże, ale jednak były tam. Przeszedł przez barierkę. Odwrócił się tyłem do wody. Z oczu pociekły mu łzy. Wziął głęboki wdech. 
- To koniec. - powiedział sam do siebie. 
Stał tam jeszcze minutę patrząc na fale. "No to skaczę." - pomyślał.

piątek, 9 sierpnia 2013

Część dwunasta.

Lena patrzyła na niego z lekkim uśmieszkiem. Powoli zaczynało padać, chłopak spojrzał do góry robiąc zatroskana minę. Dziewczyna jednak nic sobie z tego nie robiła, nadal stała i patrzyła na Justina.
- Więc pytasz czy zostanę twoją dziewczyną? - oblizała wargi.
Justin lekko pokiwał głową zwracając uwagę jedynie na jej malinowe usta. Lekko podniósł jej podbródek muskając językiem jej wcześniej oblizane wargi. Po niecałej sekundzie zagłębił się w pocałunku. Ludzie, którzy wychodzili ze szkoły robili im zdjęcia, uśmiechali się słodko albo wzdychali. Jednak nie Karolina, od razu kiedy ich zobaczyła razem, chciała to przerwać.
- Co to ma kurwa być?! - krzyknęła zdenerwowana dziewczyna.
Jakiś chłopak tylko dziwnie na nią spojrzał po czym odszedł. Karolina chwyciła swój telefon, trzęsącymi się dłońmi wybrała numer Leny. "Teraz ma za swoje." - uśmiechnęła się odchodząc.
Lena odepchnęła Justina od siebie.
- Mój telefon dzwoni. - spojrzała na swoją kieszonkę w spodniach.
- Nie odwzajemniłaś pocałunku. - z trudem przybrał obojętną minę. - Oddaj mi to. - wyrwał Lenie komórkę z ręki. - Najpierw odpowiedz.

Karolina była z siebie zadowolona. Kiedy ktoś, teraz spojrzałby w jej oczy, jedyne co by zobaczył to dumę i egoizm. Kiedy wracała do domu zauważyła Twardego, który siedział na krawężniku z kamieniami. Zastanawiała się czy podejść. Zwolniła tępo po czym przewróciła oczami. Kiedy przechodziła na drugą stronę ulicy zdała sobie sprawę z tego, że może on być pomocny. Przecież nienawidzi Oscara za to, że zabiera mu Lenę. Zrobi wszystko, żeby zdobyć jej przyjaciółkę, a ona zrobi wszystko, żeby zdobyć nowego chłopaka.
- Te! - zawołała. - Mam dla ciebie propozycję. - pogłaskała go po włosach. - Ucieszysz się. - mruknęła do jego ucha.

Lena i Justin nadal stali pośrodku ciekawskich ludzi. Wszyscy już wiedzieli, że chodzi o to "on zapytał ją o chodzenie, ona nie wie co odpowiedzieć." Połowa ludzi to nagrywała.
Dziewczyna ciągle miała na twarzy swój słodki uśmieszek. Odsunęła się od Justina o krok.
Stali się najbardziej popularnymi ludźmi w szkole. Tajemniczy chłopak i dziewczyna, o którą stara się Twardy.
- Justin ja... - opuściła głowę. Oscar patrzył na nią nadal obojętnie, przynajmniej starał się na takiego wyglądać. - Zgadzam się. - podniosła głowę i wskoczyła mu w ramiona całując go.
Wszyscy bili brawo, piszczeli oraz krzyczeli ich imiona.
Kiedy przestali się całować chłopak lekko odgarnął włosy swojej ukochanej.

Tej nocy Justin spał naprawdę dobrze.
Jak zawsze rano zrobił to samo; makijaż, śniadanie, książki itp.
O 7:52 był już w klasie i zajmował się swoją dziewczyną. Do klasy weszła Karolina i Twardy. Lena zostawiła na ławce przyjaciółki liścik, że teraz siedzi z Oscarem. Kiedy Karolina go przeczytała prawie wybuchła, powstrzymało ją tylko groźne spojrzenie Twardego. Chłopak, który uważany był za najgroźniejszego w szkole podszedł do ławki "zakochanej pary", podniósł książki Oscara po czym wyrzucił je przez pierwsze okno jakie zobaczył.
- E stary! Pojebało cię?! Zapieprzaj po to! - wziął głęboki wdech, całe szczęście nauczyciela nie było jeszcze w klasie.
- Bo co? - Twardy usiadł na swoje miejsce. 
- Słuchaj. - oblizał wargi. - Wiem, że jestem z dziewczyną, którą kochasz, - pieprzył czy teraz ten idiota wygada jego sekret czy nie. - jednak to nie znaczy... że musisz mi wyrzucać książki przez okno. - wzruszył teatralnie ramionami. - Poważnie mówię. Jeśli ci nie idzie w miłości z dziewczynami, może zostań gejem? - zaśmiał się sztucznie wychodząc z klasy z szyderczym uśmiechem.
Na korytarzu nie wytrzymał. Uderzył pięścią w starą ścianę. Z oka popłynęła mu łza. "A więc tak wygląda normalne życie." - pomyślał.
Kiedy wrócił do klasy z książkami był opanowany, tak samo jak przez resztę czasu spędzonego w szkole. Jednak kiedy wrócił do domy wszystkie mury jego wytrzymałości pękły. Zrobił to, co wcześniej. Chwycił żyletkę po czym zagłębił jej ostry koniec w swojej skórze.
Czujnik ruchu. Zapomniał zamknąć drzwi. Kurwa.
- Skarbie, to ja. Gdzie jesteś? - Lena.
- W łazience. - jego głos drżał.
Dziewczyna nie było głupia, od razu zrozumiała co się stało. Nie minęła nawet minuta a Lena stała przed zakrwawionym Justinem, jej idolem, jej chłopakiem, jej całym światem.
- Och, Justin... - otarła łzę.
- Przepraszam. - powiedział opuszczając głowę.
- Nie mnie przepraszaj - zamorzyła ręcznik w zimnej wodzie. - to raczej Twardy powinien przeprosić ciebie. - uśmiechnęła się wycierając jego rany. Justin syknął jednak nadal milczał. - Rany nie są głębokie, jeśli nie chcesz nie musisz zakładać opatrunku. - pocałowała go w czoło. - Gdzie masz ubrania?
- W moim pokoju czyste leżą na łóżku.
Lena przyniosła mu ubranie, które nie było we krwi, a to już coś. Kazała mu się przebrać a sama poszła zrobić im kakao. Kiedy Justin schodził do kuchni czuł zapach Leny, słodki zapach jego perfum "Someday".
Dziewczyna siedziała na kuchennym stole. Oscar podszedł do niej, odstawił jej kubek tuż obok swojego a potem przeniósł ją do salonu.
- Poczekaj tam! - krzyknął wracając z kubkami kakao. 

sobota, 20 lipca 2013

Część jedenasta.

Twardy nie odpowiadał, nadal był cały czerwony. 
- Upiłeś mnie a potem poszedłeś do dyrektora powiedzieć, że piję. - spojrzał mu w oczy. 
- Może... - Twardy zbliżał się do Justina.

Lena chciała jakoś to zatrzymać, wiedziała o jednej sprawie. "Jeśli tylko Twardy nie będzie wiedział co powiedzieć, wygada sekret."
- Hej! W tę sobotę organizuję imprezę! W klubie "Forever"! Będą napoje, - wstała biorąc kartkę do ręki - jedzenie i dobra muzyka! O godzinie 20:30 się już wszystko zacznie. - udawała, że na kartce ma coś napisane. - Najlepiej jakbyście szli parami, chociaż to będzie bardziej przypominało dyskotekę, - spojrzała na kartkę - no i ubrania jakieś luźne. Prosiłabym, żebyście już zaczynali szukać par oraz rozgłaszali to po całej szkole! - usiadła.

Chwila ciszy... Wszyscy patrzyli na nauczyciela. Ten tylko się sztucznie uśmiechnął.
- Już mamy szukać par? - Oscar zrobił seksowną minę, kątem oka spojrzał na Twardego. Powoli podchodził do stolika Leny i Karoliny. 
Dziewczyny na siebie spojrzały. Karolina już szykowała się, że to ją poprosi o towarzystwo na dyskotece, jednak Oscar ciągle patrzył się na Lenę. Kiedy znalazł się już przy ławce dziewczyn wysunął rękę do osoby która znała jego sekret, ta lekko położyła swoją dłoń na jego. Przyciągnął zdezorientowaną dziewczynę do siebie. 
- Będziesz moją parą na dyskotece? - uśmiechnął się. 
Odpowiedziała kiwnięciem głowy. Oscar przyciągnął Lenę jeszcze bliżej siebie po czym delikatnie pocałował w usta.
Twardy zrobił się aż fioletowy z zazdrości i gniewu, wziął swoje książki po czym wybiegł z klasy. Nauczyciel pobiegł za nim, jednak już go nie dogonił.

Justin wracając do domu zastanawiał się co zrobi teraz ten kretyn oraz czy nie poprosić Leny o chodzenie. W sumie strasznie mu się podobała, była a wiele lepsza niż Selena.
Musiał pogadać jeszcze ze swoją przyszłą dziewczyną o stroju na tę dyskotekę. Chciał się dowiedzieć czy musi pasować do jej ubrania. Chociaż szczerze wolał założyć coś, co sam wybierze i uzna za stosowne. Przypomniał sobie, że Lena już coś mówiła o tej imprezie ale wtedy... był pijany, więc... nie za dużo pamiętał.
Jego rozmyślenia przerwał dobrze znany mu głos: Lena. 
- Hej! hej! - zawołała. 
- Cześć. - objął jej smukłe ramiona lewą ręką. - Zanim coś powiesz... muszę dopasować się do twojego stroju na tę dyskotekę? - zrobił zakłopotaną minę. 
- Hahahaha, nie. - uśmiechnęła się. - Słuchaj chciałam pogadać o tym, że mnie pocałowa... Co to kurwa jest?! - odsunęła się od Justina. 
- Ale co? - rozłożył ręce. 
Wskazała na jego ranę. Dopytywał skąd wie, że to akurat po cięciu się. Ciągle odpowiadała, że również miała z tym przeżycia. Zaczęła go pocieszać, że nie warto, że Twardy to dupek i męczy każdego. Powiedziała mu, że da radę a ona będzie mu pomagać i wspierać go we wszystkim. 
- Posłuchaj... dobrze się dogadujemy. Naprawdę podobasz mi się, a nawet chyba cię kocham. Zostaniesz moją księżniczką?    

poniedziałek, 15 lipca 2013

Część dziesiąta.

Podniósł telefon, na ekranie wyświetlił się nieznany numer.
„Hahahahahah, zobaczysz jutro w szkole. Hahahha zobaczysz. Przy okazji zapisz sobie mój numer. :) Ps. Twardy.”
Przeczytał tego SMS’a kilka razy. Zastanawiał się czy wysłać mu jakąś ripostę. Po kilku minutach zrezygnował z braku pomysłów.
- A niech się jebie! – rzucił telefon gdzieś na podłogę.
Położył się na brzuchu wciskając twarz w poduszkę. Z lewego oka popłynęła mu łza. Wstał po czym pobiegł jak najszybciej do łazienki. Rzucił się na pudełko z kosmetykami, znalazł jakąś starą żyletkę.
- Pieprzę to. – zrobił pierwszą kreskę. – Jak piecze! – podbiegł do kranu, odkręcił wodę. – Kurwa! Gorąca!
Oparł się głową o ścianę ściskając lewą rękę.
- Jestem kretynem. – wzruszył ramionami.
 Wytarł krew po czym sprawdził czy na pewno już nic nie leci.
Rzucił się na swoje łóżko. Jego myśli były głównie o Twardym, który cierpi.
Z lekkim uśmieszkiem zasnął.

„Dryyń, dryyń.” – usłyszał.
Otworzył oczy po czym wyłączył budzik. Przetarł oczy, odruchowo spojrzał na godzinę. 6:01, spokojnie zdąży na zajęcia.
Zszedł do kuchni. Robiąc śniadanie przypomniał sobie o wczorajszej kresce. Wyglądała jak zwykłe skaleczenie, będzie mógł tłumaczyć, że się przewrócił albo zaciął nożem.
Po zjedzonym posiłku ubrał się w czarne trampki, brązowe rurki, T – shirt z napisem „Haha nie.” i do tego brązową bluzę.
Pół godziny później miał już na sobie makijaż. Złapał plecak i ruszył do drzwi.
Kiedy był w połowie drogi wyciągnął telefon, 7:27. Odpalił papierosa, wcale się nie spieszył.
O godzinie 7:56 doszedł do szkoły, dwie minuty później był w klasie.
- Oscar do dyrektora. – spojrzał na nauczyciela. – No już.
- Po co? – zapytał robiąc dzióbek.
- Po prostu tam idź. – nauczyciel machnął ręką kontynuując lekcję.
Szedł korytarzem. Pokój 24. Lekko zapukał.
- Proszę. – usłyszał znany mu głos. Lekki, kobiecy. To tej pani płacił za to, żeby nie wygadała kim jest i dlaczego chce się tu uczyć. Wszedł.
- Chciała mnie pani widzieć. – brzmiało to bardziej jak pytanie.
- Pijesz.
- Też miło panią widzieć. – usiadł na krześle koło biurka dyrektorki.
- Oscar... – przeciągała litery jego imienia. – Uczysz się tu, można ci więcej niż innym zważając na sytuację, jednakże nie chcę, żebyś przychodził do szkoły pijany, rozumiesz? – spojrzała na zegar wiszący nad drzwiami.
- To nie tak proszę pani. Twardy mi dał alkohol po przeprosinach, no wie pani. Tak no... na zgodę. Nie myślałem wtedy o tym, że zaraz mam zajęcia.
- Dobrze, rozumiem. Możesz wracać na lekcję. – skinęła głową.
Justin wszedł do klasy z obojętną miną. Spojrzał na Twardego puszczając mu oczko. Wszyscy widzieli ten gest. Nauczyciel od razu przerwał lekcję i siadł na swoim krześle. Wiedział co zaraz się wydarzy.

Lena szepnęła tylko do Karoliny, że zaraz coś pewnie się stanie. Spojrzały tylko na siebie a potem na resztę klasy. Dziewczynie dobrze wychodziło udawanie, że Oscar to zwykły chłopak, chociaż wolałaby o nim nie rozmawiać po ty jak dowiedziała się, że to sam Justin Drew Bieber.

Oscar oparł się o swój stolik i patrzył co teraz zrobi Twardy, ten przylizał wargi.
- Weź bo się zakocham. – zrobił ironiczną minę.
- Jesteś gejem? – wstał.
- Lesbijką. – wysłał mu dzióbka. – Coś dla ciebie, – przewrócił oczami biorąc głęboki wdech – lubisz takie. 
- Skąd wiesz co lubię? – usiadł na swoim stoliku.
- Czytałem twój pamiętnik. – Twardy zrobił się czerwony.
- Skąd wiesz, że prowadzę pamiętnik? – zrobił groźną minę.
- Właśnie mi o tym powiedziałeś. – zaśmiał się.

Karolina nie wiedziała skąd ta kłótnia więc ciągle dopytywała koleżankę czy coś o tym wie, Lena kręciła przecząco głową.
Obie dziewczyny jak i reszta klasy czekały na ruch Twardego. 

wtorek, 25 czerwca 2013

Część dziewiąta.

- Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! Mój boże Justin Bieber! – Lena zaczęła machać rękami.
- Zamknij się! – uspokoił ją Justin wychodząc z basenu. – Chodź bo ktoś mnie zobaczy.
Dziewczyna z zszokowaną miną ruszyła za Bieberem do jego domu. Usiadła w salonie ciągle patrząc na stojącego przed nią; „zmarłego” idola.
Justin nie wiedział jak jej to wytłumaczyć, więc zamknął oczy. Lena powoli wstała, położyła mu ręce na ramionach, nadal miał zamknięte oczy, zbliżyła się do niego ustami. Pocałowała go.
- Przepraszam, musiałam.
Justin otworzył oczy.
- Ktoś stoi za oknem.

 Twardy stanął na jakiś ozdobny kamień.
„Kurwa zauważyli mnie!” – pomyślał.
Już od początku wiedział, że z tym chłopakiem jest coś nie tak. Jednak kiedy pierwszego dnia go śledził, sam nie mógł uwierzyć w to, co zobaczył. Dlatego nie dziwił się reakcji dziewczyny, która mu się podoba.
Zeskoczył z kamienia, zaczął uciekać. Dobiegł do bramki, zamknięta. Jakim cudem? Może... zablokowana? Tak, zdecydowanie. Próbował przejść, przez ogrodzenie. Za wysokie. Pod ogrodzeniem? Też się nie da. Zobaczył jak drzwi do domu się otwierają, już po nim.

Kiedy Justin włączał wszystkie blokady i alarmy, które chroniły jego dom, Lena wyszła na dwór.
- No chodź. Wszyscy wiemy, że znasz sekret. A i tak stąd nie wyjdziesz. I lepiej się nie opieraj o to ogrodzenie. Justin ma dużo zabezpieczeń. Nie zdziwię się jeśli ta bramka będzie pod prądem. 
- Dobra. – odpowiedział Twardy ruszając w kierunku drzwi wejściowych.
Lena zaprowadziła go do salonu mijając po drodze Justina, który włączył wszystko po kolei. W końcu i Bieber do nich dołączył.
- No więc...? Twardy... wiesz, że jestem Justinem Bieberem bo mnie zauważyłeś przez okno. Musisz dotrzymać tajemnicy...
- Wiem, że jesteś Justinem Bieberem bo cię śledziłem. Jesteś nieostrożny. Kiedy słuchałeś muzyki jak najgłośniej, twój żałosny alarm ci nie pomógł, wszystko widziałem przez tylne okno. 
Justin spojrzał na Lenę z otwartą buzią.
- Udowodnij. – rozkazał.
Twardy wyciągnął swój stary telefon. Pokazał zdjęcia, które zrobił tamtego dnia.
- Po co byłeś dla mnie miły? – zapytał z lekką nutką ironii w głosie.
- Byłem miły, bo wtedy nic nie podejrzewałeś. Kompletnie. Jesteś dziwnym człowiekiem.
- Musisz obiecać, że tego nikomu nie powiesz, bo jeśli powiesz to... moje życie znowu będzie takie samo, a nawet i gorsze.
- Mam to w dupie. Powiem.
- Twardy! – krzyknęła Lena tupiąc nogą.
Justin wiedział, że to jest gorsze niż paparazzi, bał się tego chłopaka. Wiedział, że wystarczy tylko wrzucić gdzieś zdjęcia i będzie po jego tajemnicy.
- Czego ode mnie chcesz? Pieniędzy?
- Nie. Po prostu cię nie lubię.
- Idiota. – powiedział Justin.
- Uważaj. – ostrzegł go Twardy.
- Po co mnie wtedy upiłeś?
- Szczerze to nie pamiętam, chyba po to, żeby mieć jakieś nowe dowody na to – ruchem głowy pokazał na Justina. – po alkoholu myślałem, że ci odjebie czy coś.

Karolina zadzwoniła do Leny zapytać się o pracę domową. Rozmawiały dość długo, jednak nie o szkole. O nowym chłopaku.
Dziewczyna wiedziała, że musi ukrywać to, że jest on Bieberem, ale nie potrafiła.
„Uda ci się.” – pocieszała się w myślach.
Godzinę po rozmowie z przyjaciółką, ułożyła się w swoim łóżku i myślała o dzisiejszym dniu.

 Twardy był wściekły, że Lenie podoba się nowy chłopak, i do tego zna jego plany. Postanowił go tym szantażować. Nie wygada się, ale po prostu go wkurwi. Jego nowe hobby. Najfajniejsze było to, że chłopak nie będzie miał u nikogo pomocy. Nie zgłosi tego na policję, bo niby jak? „Chłopak o przezwisku Twardy szantażuje mnie, że jeśli czegoś nie zrobię to powie wszystkim, że jestem Justinem Bieberem.” Od razu zamknęliby go w psychiatryku.
Twardy uśmiechnął się sam do siebie, zasnął.

Justin nie mógł spać. Od teraz musiał być bardziej ostrożny i robić co powie Twardy, inaczej czeka go powrót do ciężkiego życia. Gdyby wtedy nie słuchał muzyki... albo nie zaczął się kłócić z tym kretynem... ewentualnie nie udawałby kogoś innego.
A jeszcze nie tak dawno chodził z Seleną, pokazywał jak bardzo kocha swoich wszystkich fanów. A teraz jest jakimś wymyślonym Oscarem z większymi problemami niż mógł sobie wyobrazić.
Jego rozmyślenia przerwał dźwięk komórki. Dostał nową wiadomość.

środa, 19 czerwca 2013

Część ósma.

Justin wstał dość późno, dlatego nie zdążył na lekcje. Nawet nie chciał tam iść. Bolała go głowa, ciągle chciało mu się wymiotować. Mieszkał sam, więc zero pomocy od innych ludzi. Nawet nie znał dobrze sąsiadów. Cały dzień spędził przed laptopem, telewizorem albo sedesem.
Kiedy leżał w kuchni na podłodze, sam nie wiedział dlaczego, usłyszał „ten dźwięk”, ktoś zapewne przyszedł go odwiedzić. Dobrze wiedział, że nie zmył makijażu, dlatego wstał i podszedł do drzwi. Spojrzał przez wizjer, Lena.

Twardy rozmyślał nad tym, czy iść na imprezę czy nie iść. Czy uciec z ostatniej lekcji czy nie uciec.
Jego problemy były dość dziecinne w porównaniu do problemów samego Justina Drew Biebera. Chłopak musiał się ukrywać przed całym światem? A ten? A ten zastanawia się czy uciec z lekcji!
- Siema Karolina. Gdzie Lena i Oscar?
- Lena poszła do Oscara dopytać się coś i po rzeczy swoje. – zrobiła obojętną minę po czym wzruszyła ramionami. – Od kiedy cię to w ogóle obchodzi? – skrzyżowała ręce na piersi podnosząc jedną brew do góry.
Twardy nie odpowiedział, minął ją z gniewną miną. Ruszył do domu Oscara.

- Ha, ha, ha. Bardzo śmieszne, naprawdę! Oddawaj to! – krzyczała Lena biegając po całym domu za Oscarem.
- Nie! – uśmiechnął się do niej.
Dobrze się dogadywali. Wybiegli na dwór cali spoceni. Justin odwrócił się do niej przodem stawiając wolne kroki w tył. W pewnym momencie się zachwiał. Chwile później był pod wodą.
„Basen. Ja pierdole, już po mnie. Wszystko mi się zmyło.” – wypłynął tuż przed Leną.

Twardy mijał kolejne ulice. Ręce miał zaciśnięte w pięści. Był strasznie wkurwiony. Kopnął w biało – czerwony znak, tym pogorszył swój humor. Zaczęła go boleć noga.
W oddali widział dom Oscara, zrobił się czerwony na twarzy, był co raz bliżej i bliżej.
- W końcu! – krzyknął podchodząc pod bramkę.

niedziela, 9 czerwca 2013

Część siódma.

- Siema.
- Do nauczyciela mówi się „dzień dobry”.
Oscar uśmiechnął się po czym usiadł w ławce. Rozglądał się po klasie. Wszyscy patrzyli na niego i Twardego, który z uśmiechem wyglądał jak goryl.
- Dlaczego nie było was na pierwszej lekcji? Wagary?
W klasie zapanowała cisza. Nauczyciel patrzył na Twardego kiedy Oscar wybuchnął śmiechem, zebrał rzeczy i wyszedł potykając się o własne nogi.
- Stój! – krzyczał nauczyciel stojąc w progu klasy. – Wróć się!
- Spoko. – Oscar spuścił głowę i wszedł z powrotem do klasy.

Lena i Karolina, nie miały pojęcia o co chodzi. Patrzyły raz na Oscara, raz na nauczyciela. Oscar siedział nadal co chwilę się śmiejąc, nauczyciel stał załamany. A Twardy? Siedział w ławce z dumnym uśmieszkiem.
- Co cię tak bawi młodzieńcze? – zapytał nauczyciel poważnym tonem.
- Bo jak pan mówi to panu tak dziwnie wąsy się ruszają. – zaczął się śmiać jeszcze głośniej niż wcześniej.
Lena siedziała z otwartą buzią, Karolina nie mogła uwierzyć, że on to powiedział. W tej szkole nie można było się naśmiewać z nauczycieli. Groziło to wywaleniem. A jednak... kiedy jedna z dziewczyn spojrzała na nauczyciela zmarszczył on tylko brwi, odwrócił się i kontynuował lekcję.
Dziewczyny siedziały i przepisywały notatkę z tablicy kiedy nauczyciel podchodził i sprawdzał czy wszystko jest w porządku.
- Czuć od ciebie alkohol. – powiedział zbliżając się do Oscara.
Chłopak tylko na niego popatrzył i znowu zaczął się śmiać.
Nauczyciel podszedł do Twardego.
- Od ciebie nie czuć. – powiedział zakłopotanym głosem.

Justin właśnie chwiejnym krokiem szedł do domu. Kiedy zatrzymała go Lena i zaproponowała wyjście na imprezę. Zgodził się.
Zadzwonił po Taxi, pięć minut później był już przed bramą. Wszedł na swoją posiadłość, pozamykał dobrze dom i ruszył do swojego pokoju.
- Kurwa, mogłaby być tu winda. – powiedział przewracając się na schodach.
Wszedł do swojego pokoju. Zdjął plecak. Rzucił się na łóżko. Zasnął.

środa, 5 czerwca 2013

Część szósta.

Budzik.
Justin wstał z łóżka spoglądając na zegarek. Miał na 8:55 a była 8:20. Zaspał. Jak najszybciej pobiegł do łazienki. Ubrał się w granatowe rurki, dużą; czarną bluzkę i zakładaną przez głowę, granatową bluzę. Na twarz jak najszybciej nałożył makijaż.
8:45.
Tik, tak, tik, tak...
Wbiegł z powrotem do pokoju i chwycił plecak z książkami. Jak najszybciej zabrał z kuchni świeże, czerwone jabłko.
8:53.
„Nie zdążę! A jeszcze do sklepu po jakąś wodę...” – myślał zamykając dom.
Szybkim krokiem ruszył prosto do najbliższego sklepu, kiedy w oddali zobaczył Twardego.

Karolina i Lena siedziały w ławce. Obie żartowały ze wszystkiego co je otacza. Karolina wpadła na pomysł, żeby zaprosić Nowego na jakąś imprezę, albo niech cała klasa jakąś zorganizuje. Obie dziewczyny przestały się śmiać rozmyślając nad tym pomysłem.
Dzwonek.
- Jezu, fizyka.
- Wiem.

8:56 a Justin dopiero był w połowie drogi do sklepu.
- E ty! Nowy!
- Czego? – zapalił papierosa. Był już spóźniony, pomyślał, że jeśli opuści jedną lekcję nic się nie stanie.
- Co tak groźnie? Przywitać się chciałem.
- To może od początku? A więc, siema. – wypuścił dym prosto w twarz Twardego.
- Cześć. Gdzie idziesz? Przecież już 8:58, jesteś spóźniony na lekcje.
- Ty też. – wzruszył ramionami.
- Racja. – spuścił wzrok. – No wiesz... – zarumienił się. – chciałem ci powiedzieć...
- Ja pierdolę tylko nie mów, że mnie kochasz. – Justin otworzył szeroko oczy.
- Co? Pojebało? Przeprosić cię chciałem za tamto, wiesz... – włożył ręce do kieszeni.
- Spoko.

Karolina oglądała swoje paznokcie zamiast słuchać na lekcji nauczyciela. Lena słuchała muzyki. Obie nienawidziły fizyki. Dziewczyny myślały jednocześnie o tym, żeby zorganizować tę imprezę jak i o tym, gdzie jest Nowy. Twardy zazwyczaj nie przychodził na lekcje, więc to nie było nic dziwnego.
Lena kompletnie nic nie słyszała przez muzykę. Jednak Karolina... słyszała wszystko dobrze i nie podobało jej się to. Nie lubiła nudnych rzeczy, ludzi ani nic, co było nudne.

niedziela, 2 czerwca 2013

Część piąta.

„W końcu weekend” – pomyślał Justin.
Nudziło mu się. Sobotę spędził oglądając filmy i jedząc pizze. Jednak mimo to cieszył się, bo w domu nie musiał nakładać na siebie tony makijażu. Nienawidził się malować, nie rozumiał jak kobiety mogą to robić prawie codziennie.
Wszystkie rolety od strony ulicy miał zasłonięte na wszelki wypadek. W bramie umieszczony był czujnik ruchu, za każdym razem kiedy ktoś zbliżał się, w domu słychać było dźwięk wyciszonej karetki.
Bieber już całkiem nie wiedział co ma robić więc włączył na cały dom jakąś muzykę, zaczął tańczyć, śpiewać i skakać po meblach. Wieczorem przypomniał sobie o nieodrobionych lekcjach na poniedziałek. Wyłączył muzykę i ruszył do swojego pokoju na pierwszym piętrze.
Kiedy męczył się nad matematyką usłyszał dźwięk czujnika ruchu. Zbiegł na dół, odsłonił kawałek rolety w salonie. Lena. No tak, zostawiła u niego mokre ubrania. Nie mógł pokazać się jej bez makijażu, a w tym wypadku nawet kaptur nic by nie dał. Zasłonił roletę z powrotem. Udawał, że nie ma go w domu.
Minęło jakieś dziesięć minut, a Bieber nadal leżał pod parapetem bez ruchu. Zasnął.

Lena właśnie oglądała film „Never say never” na komputerze. Płakała, tusz do rzęs spływał po jej bladych policzkach. Siedząc na krześle podciągnęła nogi pod samą brodę.
- Był taki mały... młody... tyle osiągnął. Jeszcze pamiętam, jak wyszła jego pierwsza piosenka „One time”, pamiętam... a teraz, on nie żyje. Justin Bieber umarł! – otarła łzy. – I już nigdy nie wróci, chociaż, Never say never. – uśmiechnęła się spuszczając nogi z fotela.   

Justin, kiedy się obudził zobaczył panujący w domu mrok. Najpierw pomyślał, że to przez te zasłonięte rolety. Jednak po tym jak spojrzał na zegarek, wiedział, że wcale nie chodzi o to. Była 2:02. Wstał z podłogi, ruszył w kierunku swojego pokoju.
- Kurde, jak to dziwnie mieszkać tak samemu. Lena już pewnie poszła. Na pewno poszła. Wezmę prysznic rano. – powiedział sam do siebie pakując książki do plecaka. – Niegrzeczni chłopcy nie odrabiają prac domowych. – zaśmiał się.
Nie minęła nawet minuta a Bieber słodko spał w swoim łóżeczku.

sobota, 1 czerwca 2013

Część czwarta.

Justin właśnie się rozglądał po całej klasie. Zaczął się zastanawiać jakim to trzeba być debilem, żeby urządzić tak salę dla Licealistów. Na tablicach korkowych widniały pomarańczowe kwiatuszki z papieru. Ściany były koloru żółtego a podłoga czerwona. Na jednej ze ścian narysowany był ogromny kutas. Kiedy Justin go zauważył zaczął się śmiać. Dobrze wiedział, że ta szkoła ma problemy finansowe, pewnie brakuje im nawet na farbę.
Spojrzał na nauczycielkę, która sprawdzała godzinę.
- Złaź z mojego miejsca. – usłyszał zza pleców. Znał ten głos.
- Nie. – odpowiedział nawet się nie odwracając.
- To, że nazwałeś mnie męską dziwką przed lekcją wcale nie robi z ciebie takiego odważnego.
- Może i tak, ale jak widzisz wystarczyło, żebyś zamknął swój ryj i przestał pokazywać zęby pełne spermy. – Oscar odwrócił się do niego twarzą, przyłożył dwa palce do kącików ust, wystawił język po czym zaczął nim kręcić.
Po tym dało się słyszeć śmiech innych uczniów. W tamtej chwili siedział tyłem do nauczycielki, więc zapewne nie widziała co zrobił.
Kiedy śmiech ustał a męska dziwka odeszła na swoje miejsce Justin zapalił papierosa.

Karolina spoglądała raz na przyjaciółkę, raz na nowego chłopaka. Jak widać obie były w szoku. W tej szkole rządził Twardy, nawet nauczyciele się go bali... a tu nagle, przegrał kłótnię.
- Chcę go. – zaśmiała się Karolina.
- Nie kochasz go. Jeśli kochałabyś tego nowego już dawno w twoim telefonie widniał by jego numer. – odpowiedziała Lena obojętnie wzruszając ramionami.
- Chcę go bo jest odważny i przy nim nie bałabym się tego wiesz... Twardego.
- Ciszej tam. – usłyszały głos nauczycielki.

Kiedy Justin wyszedł ze szkoły, od razu zmierzał do swojego nowego domu. Dzisiaj miało przyjechać wyposażenie, musiał się spieszyć. Usłyszał za sobą głos dziewczyny, która była jego fanką. Odwrócił się.
- Jak to zrobiłeś? – zapytała.
- Ale co? – zrobił seksowny uśmiech.
- Jak pokonałeś Twardego?
- Twardego? – zaczął się śmiać. – Ja pierdole... skąd ta ksywka?
- Odpowiesz? – lekko pochyliła głowę w prawą stronę.
- Nie wiem... samo jakoś tak. Jesteś fanką Justina Biebera? – zapytał spoglądając na koszulkę.
- Jestem Belieber. – Justin uśmiechnął się odgarniając włosy. – On wczoraj umarł... – zaczęła płakać.
- Nie płacz. – przytulił ją jednocześnie całując w czoło.

Lena nie mogła w to uwierzyć. Chłopak, który pokonał najgroźniejszego typa w szkole, przytula ją i całuje. I do tego jak widać lubi Justina... przynajmniej nie wyzywa.
Stali tak jakieś 5 minut. Ze szkoły czuć było stołówkowe jedzenie. Lena poczuła głód. Nie jadła dzisiaj śniadania. Wiatr ciągle czochrał jej włosy.
- Pewnie jesteś głodna. – powiedział nadal nie puszczając jej z uścisku. – Zabieram cię na obiad do restauracji. – złapał ją za rękę ciągnąć za sobą.
Dziewczyna była zdezorientowana i jednocześnie szczęśliwa. Po drodze mijała znajomych, którzy życzyli im szczęścia.
Nowy chłopak zabrał ją do najlepszej restauracji w mieście. Mówiła, że jest za drogo, ale wtedy pokazał jej zawartość swojego portfela. Siedzieli jedząc swoje ulubione potrawy kiedy zadzwonił telefon Nowego.

- Jesteśmy pod twoim domem z tymi meblami i resztą. Co z tym zrobić? – zapytał jakiś facet.
- Klucz jest pod tą starą wycieraczką. Otwórzcie drzwi i umeblujcie tak jak jest na schemacie. Dopłacę za to. – rozłączył się.
Justin wrócił do stołu. Lena zaczęła pytać jak ma na imię, ile ma lat, skąd jest, gdzie się urodził... Bieberowi nie odpowiadały te pytania, więc zapłacił rachunek, który przyniósł kelner i zabrał dziewczynę na spacer.
Szli bocznymi uliczkami, Justin nie puszczał jej ręki. Zadzwonił telefon.
- Wszystko jej już umeblowane, Oscar. Zostawiliśmy rachunek na stole w kuchni. Miłego dnia. – rozłączył się.
Lena, dowiedział się, że tak ma na imię, zaczęła się na niego dziwnie patrzeć.
- Co jest księżniczko? – zapytał spoglądając ukosem na dziewczynę.
- Nic. – potrząsnęła głową.
- Idziemy do mnie? Właśnie skończyli mi urządzać dom... – pocałował ją w policzek.
- Pewnie. – uśmiechnęła się.

Kiedy szli do jego domu, Lena napisała do mamy, że jest ze znajomym i wróci późno. Wiedziała, że się w nim zakochuje. Nie chciała tego.
Weszła do domu Oscara robiąc jednocześnie zdumioną, jak i niedowierzającą minę.
Był piękny. W salonie stała ogromna plazma, białe fotele i narożnik. Kuchnia urządzona była nowocześnie. Narożne szafki, mały stół na środku i barek obok jakiegoś egzotycznego kwiatka. W jadali znajdował się jedynie wielki stół z drewna i dużo krzeseł.
Na pierwszym piętrze Oscar miał swój pokój. Urządzony był jak pokój każdego nastolatka. W kącie leżała piłka do kosza, na biurku leżały płyty, zeszyty i książki do szkoły. W drugim kącie stało łóżko. Ściany były czarne a podłoga wyłożona panelami. W garderobie znajdowało się wiele ciemnych (przeważnie czarnych) ubrań. Łazienka wyłożona była czarno – białymi płytkami. W pomieszczeniu znajdowała się duża, nowoczesna wanna.
- Ale masz tu pięknie. – powiedziała Lena wychodząc z pokoju Oscara. – Może chcesz mnie przygarnąć? – zaśmiała się.
- Chętnie. – uśmiechnął się. – Co chciałabyś robić księżniczko?
- Nie wiem... – popatrzyła na niego.

Justin złapał dziewczynę za rękę ciągnąc w stronę wyjścia na taras. Kazał jej zamknąć oczy, tak zrobiła. Sprawdził jej kieszenie, wyciągając telefon, pieniądze, słuchawki i jakieś papierki. Później zdjął jej z ramienia torebkę. Zaprowadził pod basen i kazał tworzyć oczy. Nawet nie zdążyła się zorientować gdzie stoi, nie minęła sekunda a Lena była cała przemoczona.
Bieber wiedział, że kiedy wejdzie do wody jego makijaż się rozpłynie. Dlatego trzymał się z daleka od niej. Dobrze sobie radził z maskowaniem przerażenia. Wiedział, że źle zrobił wpychając ją do tej wody. Wiedział, że teraz będzie chciała się zemścić. Mylił się. Dziewczyna wyszła z wody, podeszła do Justina prosząc o suchy ręcznik. Bieber zaprowadził ją do łazienki, jednocześnie wykonując setki telefonów. Lena nawet nie zdążyła się dobrze wytrzeć a już pod domem Justina stali ludzie z nowymi ubraniami dla niej.

Była godzina 17:49 kiedy dziewczyna wyszła z domu swojego nowego przyjaciela. Oscar proponował, że ją odprowadzi, albo odwiezie – nie chciała. W końcu się poddał i pozwolił jej,  iść samej. Lena była w szoku kiedy chłopak czule pocałował ją w policzek.
- Ciekawe jak to się skończy. – powiedziała sama do siebie mijając kolejne ulice.

piątek, 31 maja 2013

Część trzecia.

- Lena! Wstawaj! Idziemy do szkoły!
Dziewczyna wsunęła na swoje nogi jakieś skarpetki, wzięła szybko ubrania z fotela i pobiegła do łazienki. Po pięciu minutach stała już przed swoją najlepszą przyjaciółką w nowych rurkach, butach SUPRA i bluzce z Justinem Bieberem.
- Mówią o waszym Justinie w telewizji! – usłyszały z salonu.
Szybkim krokiem pobiegła z przyjaciółką przed telewizor.
- Wczoraj w nocy Justin Bieber umarł! – usłyszały. 
- Ha, ha, ha... ta jasne. – zaczęły tarzać się po podłodze.
- A co o tym wszystkim sądzi Scooter? – zapytał jeden z prowadzących program.
- Nadal w to nie wierzę... – Scooter otarł łzy. – Wczoraj... jezu. Justin Bieber nie żyje... – rozpłakał się.
- Czyli to prawda?... – zapytała Lena swojej przyjaciółki.
Obie zaczęły płakać, przytulają się do siebie.
- Nie wierzę.

Justin... a raczej Oscar właśnie wychodził do szkoły z hotelu, w którym spał. W sumie spał tylko jakąś nie całą godzinę, ale zawsze to coś...
Właśnie zastanawiał się nad swoim nowych charakterem. W końcu nie może zachowywać się tak jak on, bo się domyślą. Jego wybór padł na „chamskiego, sukowatego, niedostępnego chłopaka, który ma wszystkich w dupie, pali papierosy i przeklina”. Tylko ta opcja była jego odwrotem charakteru. Tak na pewno się nie domyślą.
Wyglądał dziś dobrze, jak na zmęczonego, niewyspanego człowieka, który leciał całą noc samolotem. Miał na sobie czarne rurki i czarne trampki. Na głowie rozczochrane włosy i grzywkę zasłaniającą oczy, twarz pokryta była makijażem, dzięki któremu wyglądał jak ktoś zupełnie inny niż Justin Bieber, bluzkę miał luźną z napisem „Die bitch” a do tego wszystkiego granatową kurtkę ze skóry.
Nie zdawał sobie nawet sprawy z tego, że dzięki dużej sumie pieniędzy tak szybko można załatwić, tak trudne sprawy. Miał już dom, książki do szkoły, ubrania, nowy telefon i numer, a nawet przekupił dyrektora, żeby zapisać się do szkoły pod koniec roku i to z dobrymi ocenami w dzienniku.
- Wyglądasz jak pedał. – powiedział jakiś chłopak, kiedy Justin wchodził do szkoły. Przypomniał sobie o swoim nowym charakterze.
- Ssij pałę, jebana dziwko.
- Jestem chłopakiem. – zaśmiał się chłopak.
- Chłopak powinien mieć fiuta w spodniach a nie w ustach.
- Zaraz dostaniesz wpierdol. – zmarszczył brwi. Wtedy Justin zdał sobie sprawę, że Kennego już przy nim nie ma.
- Dostanę wpierdol za to, że widziałem cię wczoraj jak robiłeś loda jakiemuś typowi? Pierdol się męska dziwko.

Lena i Karolina płakały całą drogę do szkoły. Przed wejściem usłyszały kłótnię „Twardego” z jakimś nowym. Nie zwróciły na to uwagi, on zawsze się z kimś kłócił. Weszły do szkoły, wytarły łzy, poprawiły makijaż i ruszyły na lekcje.
Właśnie zadzwonił dzwonek. Karolina zauważyła jak „nowy” zaczyna palić przed wejściem do klasy. Obie nie mogły w to uwierzyć. Kiedy one żuły raz gumę na lekcji to prawie wylądowały u dyrektora. A on palił i nikt mu nic nie robił.
- Możesz palić tutaj? W szkole?! – zapytała Lena podchodząc do „nowego”.

Oscar przyglądał się właśnie dziewczynie, która była jego fanką, albo i nawet Belieber i do tego nie miała w ogóle pojęcia o tym, że rozmawia ze swoim idolem. Przez to zaczął uśmiechać się sam do siebie.
- Nikt nie powiedział, że mogę. – odpowiedział robiąc ironiczny uśmiech.
Widział jak dwie dziewczyny patrzą na siebie niezrozumiałym wzrokiem. Ta sytuacja była dla niego niezręczna więc wszedł do klasy, wyrzucił papierosa, siadł na jakieś pierwsze lepsze miejsce, rozłożył książki i czekał aż nauczycielka zacznie mówić.

- Jakiś on dziwny. – powiedziała Lena obejmując przyjaciółkę.
- Patrz. Siadł na miejsce Twardego. Będzie kłótnia. – uśmiechnęła się.
- Stracimy lekcje. – powiedziała dumnym głosem.  

Część druga.

„Kocham zapach mokrej trawy, ale jeszcze bardziej zapach mojego samochodu...” – pomyślał Justin skręcając w boczną, jednokierunkową uliczkę.
Włączył radio, akurat trafił na swoją piosenkę „baby”.
- Jeszcze to puszczają?! Super! Baby, baby, baby oooo! Ha, ha. – spojrzał w boczne lusterko.
Latarnie na tej ulicy nie świeciły, Bieber nawet nie widział, żeby jakieś były w pobliżu. Nagle zobaczył z przodu światła innego samochodu. Chciał skręcić, ale nie miał gdzie. Po prawej stronie był rów a po lewej drzewa. Dało się słyszeć pisk opon i krzyk Justina. A później... widać było tylko samochód Biebera w rowie, a ten drugi na jednym z drzew.
Justin powoli otworzył drzwi samochodu i wypadł na mokrą trawę. Zobaczył nad sobą rysy jakiejś postaci.
- Nic ci nie jest, stary? – odezwała się postać nad nim. – Ja pierdole... ty jesteś Justin Bieber. Kurwa. Potrąciłem Biebera! Trafię do więzienia! Zabiją mnie za to! A Beliebers... powieszą po śmierci!
- Nie panikuj. Moja rodzina Beliebers nigdy by tego nie zrobiła. Pomożesz mi wstać? – powiedział wyciągając do niego rękę.
- Jasne... – mężczyzną podał dłoń Justinowi.
Stali przez chwilę w milczeniu. Bieber rozcierał prawą ręką swój kark a mężczyzna tylko patrzył.

- A więc chcesz upozorować teraz swoją śmierć? I wyjechać za granicę? – dopytywał się Paul. – A ja wyjdę na osobę, która zabiła Justina Biebera. Nie podoba mi się to.
- Nie wyjdziesz na osobę, która mnie zabiła. Nagramy jakiś filmik, w którym sam wpadam do rowu a samochód mnie przygniata. Proste. W wywiadach będziesz mówił, że wpadłem w poślizg... powiesz też, że na całej ulicy rozlany był jakiś... tłuszcz? Nie wiem, coś wymyślisz i miałeś kamerkę samochodową. Stąd ten film... – Justin wzruszył ramionami patrząc na zdziwioną twarz Paula. – Będzie dobrze. Powiesz, że chciałeś wysiąść z samochodu, ale również wjechałeś na ten... tłuszcz? Wiesz o co mi chodzi. – powiedział szczerząc zęby.
- To szaleństwo. – odpowiedział zrezygnowany mężczyzna.

Godzinę później policja, która przyjechała na miejsce wypadku Justina, oglądała filmik jak Bieber umiera. Oczywiście wiedzieli o tych zamiar, wszystko im wytłumaczono. Mieli udawać przed wszystkimi, że Justin Drew Bieber umarł na miejscu zdarzenia. Paul wytłumaczył również, że „nieżyjący” chłopak już wynajął osobę podobną do niego. Zadaniem jej było tylko udawać trupa, a w dzień pogrzebu po zakopaniu, Paul miał go odkopać i tyle.
Zadowolony z siebie Justin, wrócił na chwilę do domu po kartę do bankomatu, portfel i telefon.
Stanął przed lustrem w łazience. Kosmetykami swojej mamy (które miał jej dać na zbliżające się urodziny) zmienił dużo w swoim wyglądzie. Obciął włosy tak, żeby grzywka zakrywała mu oczy. Zmienił ubranie, na takie, w którym nie chodził od lat. Wyszedł z łazienki dumnym krokiem, zadowolony z tego co właśnie zrobił i z tego co zrobi w niedalekiej przyszłości. Wysłał tylko kilka SMS’ów. Do swojej mamy, Scootera, Kennego, który zapewne spał już w salonie, do przyjaciół z Canady i dziadków. Wszystko wyjaśnił, nie czekał na odpowiedzi tylko wyszedł z domu.
Na lotnisku dostał od zaufanej osoby nowe dokumenty, które mówiły o tym, że nazywa się Oscar Barley i ma dziewiętnaście lat.
Samolot do Polski właśnie wznosił się w powietrze, kiedy Justin wysłał ostatniego SMS’a do Seleny.
„Przykro mi, ale to koniec. Wyjeżdżam do innego kraju. Nawet mnie nie szukaj. Upozorowałem swoją własną śmierć. Chore, prawda? Tak, wiem... mogę ci tylko powiedzieć, że teraz jestem Oscar, haha. Swag. Może kiedyś wrócę...” – wysłano. Godz. 23:56.

czwartek, 30 maja 2013

Część pierwsza.

- Mam już dosyć.
- Wiem.
Justin chodził po całym pomieszczeniu w jedną i drugą stronę.
- Nie chcę takiego życia!
- Wiem.
Scooter siedział wygodnie w fotelu. Takie zachowanie traktował jako "przejściowe humorki". Zazwyczaj mijały po jakieś godzinie.
- Wiem co zrobię.
- Co takiego? - zapytał dość obojętnie.
- Umrę.
- Słucham?! - Scooter popatrzył na Biebera oczami przestraszonej, małej dziewczynki. - Jesteś za młody na śmierć, Justin. Prześpij się. - powiedział wstając z fotela. - Dobrze ci to zrobi. -  właśnie miał wychodzić, kiedy zobaczył jak chłopak myśli. Zatrzymał się patrząc na zrezygnowanego Justina.
- Upozoruję swoją śmierć. Pożyję sobie znowu jako normalny chłopak... a potem wrócę do swojego życia. Proszę, pozwól mi na to. Błagam...
- Skoro tego chcesz... porozmawiamy jutro. – powiedział po czym wyszedł z pomieszczenia zostawiając Biebera całkiem samego.
Justin chciał się przejść, jednak widział, że Kenny pilnuje jego domu. Wiedział, że w nocy go nigdzie samego nie wypuści. Resztkami sił wyszedł przez okno.
Na dworze było dość ciepło. Wcześniej padał deszcz, więc teraz czuł tą cudowną woń, którą zawsze uwielbiał.
Stuk. Stuk. Usłyszał zza pleców.
„Kenny tu idzie! No to już po mnie...” – pomyślał.
Wiedział, że teraz będzie miał problemy u Scootera.
„Co robić?! Co robić?! Wiem! Do garażu po samochód!” – rzucił się do biegu. Po niecałej minucie siedział już w swoim samochodzie. Odpalił.
Stuk, stuk.
Nacisnął przycisk pilota do automatycznej bramy.
Stuk, stuk.
Wyjechał.
Stuk, stuk.
Ponownie nacisnął przycisk do bramy.
Stuk, stuk.
Zobaczył Kennego.
Justin relaksował się w swoim samochodzie mijając kolejne mokre od deszczu i szare od światła księżyca ulice.