poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Część czternasta.

Lena patrzyła na Karolinę. 
- Muszę ci coś powiedzieć. - zaczęła powoli najlepsza przyjaciółka zranionej dziewczyny. - Bo... ja to wszystko zaplanowałam z Twardym... - Karolina spuściła głowę w dół. 
- O mój Boże... - Lena była zszokowana. 
Dobrze wiedziała co po zerwaniu mógł zrobić Oscar. Panikowała. Mało myśląc zaczęła biec przed siebie. 
"Muszę dobiec do domu Justina!" - motywowała się. "Kiedy przebiegnę przez most, zostanie mi tylko nie cały kilometr. No dawaj Lena! Szybciej!" 

Oscar zamknął oczy. Zaczął liczyć do trzech. Mimo tego, że stał jeszcze na moście czuł jakby leciał. Leciał... to niezbyt dobre słowo. Czuł jakby spadał. Spadał w lodowatą wodę, która pomoże mu się oderwać od tego świata, w wodę, dzięki której przestanie okłamywać swoich fanów. Zacisnął powieki. Przygryzł usta. Powoli zaczął się odchylać do tyłu. Do wody, morderczej wody. Kochanej wody. Szczerej wody. Wszystko mu się mieszało. 
- Stój! - usłyszał głos anioła, jego anioła. Nie. Jego byłego anioła. - Proszę, nie! - krzyczała zdyszana Lena. - Jeśli mnie kochasz... proszę nie rób tego! Karolina i ten idiota to zaplanowali! Oscar, proszę! - nawet teraz, kiedy byli sami, ona mówiła do niego Oscar. To było słodkie i kochane jednocześnie. 
Podeszła do niego bliżej, z oczu lały jej się łzy. 
- Proszę cię... nie rób tego. - ciągle płakała. Zakryła dłońmi twarz. 
- Chodźmy stąd po zmarzniesz. - poczuła na sobie ciepłe ramiona.
Zapłakana dziewczyna znowu czuła dotyk swojego księcia. Na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech, kiedy Justin niósł ją do swojego domu. Nie myślała o tym, kto teraz zajmie się dyskoteką. Najważniejsze dla niej było, że jest w jego ramionach, że znowu czuje jego zapach. Była taka szczęśliwa. 

Niedziele Lena spędziła z Justinem w jego domu. Przynajmniej ranek tej cudownej niedzieli. Po południu musiała jechać na miejsce, gdzie odbyła się dyskoteka. Miała dużo załatwień. Kiedy wróciła do Oscara zjedli pyszny obiad, następnie obejrzeli razem jakiś film. Nie orientowała się czy z nim jest czy nie. Jednak nie chciała o to pytać dzisiaj. Bo jeśli odpowie "nie", jej cudowny dzień się zawali. 
Naprawdę go kochała, nie chciała iść do swojego domu, gdzie będzie siedziała jedynie w pokoju i patrzyła na jego plakaty. 
- Pa Justin. - szepnęła do jego ucha. 
- Pa księżniczko. - uśmiechnął się. 

"No i ten pierdolony poniedziałek." - myślał Justin idąc do szkoły. Nienawidził tam chodzić, nienawidził wszystkiego co było z nią związane. 
Skręcając w lewo zobaczył w oddali most. Jeden dzień o on już miał z nim wspomnienia. Straszne wspomnienia. Pokręcił głową w geście "jaki ja jestem głupi". 
Na pierwszej lekcji zauważył, że Karolina unika jego dziewczyny (?). Zastanawiał się czy dalej są razem. Jeśli nie, trzeba będzie to naprawić. 
- Oscar! Oscar! - usłyszał przedzierający się przez jego myśli głos.
- Tak? - podrapał się w głowę. 
- Znasz odpowiedź? - zobaczył przed sobą nauczyciela. Był to profesor od geografii. Czyli to już ostatnia lekcja. Jak szybko zleciał czas. 
- A na jakie pytanie? 
- Zacznij uważać. 
Chłopak tylko pokiwał głową, niepotrzebnie. Nauczyciel stał tyłem do niego. Nie posłuchał uwagi profesora. Nadal nie uważał na lekcji, miał szczęście, że więcej go o nic nie pytał.
Dzwonek. W końcu. 
Szybkim tempem pomaszerował do swojej szafki. Nie chciał więcej przebywać w tej szkole, a to dopiero pierwszy dzień. Jeszcze cztery przed nim. 
- E ty! Lamusie! Chcę się z tobą bić! - usłyszał głos Twardego. Kierował te słowa w jego stronę. 
- Po co? - przewrócił oczami. 
- Hm... żeby później pobawić się z tobą lalkami barbie. - uśmiechnął się Twardy. 
- Nie mieszaj mnie w swoje zainteresowania. - Justin zamknął swoją szafkę. 
- Naprawdę nie zrozumiałeś sarkazmu? Chcę pokazać wszystkim tutaj, że ich nowy chłopaczek wcale nie jest taki twardy. 
- Czyżby? No to dawaj. 
Idiota powoli zbliżył się do Oscara. Dłuższą chwilę stał przed nim z obojętną miną. Podniósł prawą rękę. I nagle... kucnął. 
- Koleś... chcesz mi zrobić loda?! - wykrzyczał robiąc krok do tyłu. 
Twardy złapał za nogawki spodni Justina po czym szarpnął nimi w dół. Oscar stał przed szkołą ze spodniami na stopach, w bokserkach. Nie czuł się upokorzony, wręcz przeciwnie. Dobrze wiedział co robić. Ściągnął całkiem spodnie. Twardy zdążył w tym czasie normalnie przed nim stanąć. 
- Jeśli tam ci się podobały, trzeba było powiedzieć. Lubię pomagać biednym. - rzucił swoimi czarnymi rurkami w Twardego.
 Jego uśmiech wyglądał jak banan kiedy zobaczył minę wszystkich ludzi zebranych dookoła. Byli zszokowani, zdezorientowani. Na pewno Twardy wyglądał tak samo, ale jego twarzy nie widział. Dlaczego? Bo miał na głowie jego własne spodnie, a nogawka zakrywała mu twarz. Był z siebie dumny. 
- Pieprz się. - Twardy ściągnął spodnie ze swojej głowy. Cisnął nimi o szafki. - Pamiętaj... - przybliżył się do Justina. - Znam twój sekret. - wypowiedział każde słowo powoli. Oscar zrobił się blady.    

sobota, 17 sierpnia 2013

Część trzynasta.

Lena tamtego wieczoru pomogła wybrać Justinowi jakieś ubranie na dyskotekę. Musiał przyznać; dobrze znała się na modzie. 
Dzisiaj wstał dość późno. Zjadł obiad na śniadanie i poszedł zrobić makijaż. Kiedy zakładał wybrane przez Lenę, czarne spodnie z czerwonymi szelkami przypomniał sobie, że musi w końcu posprzątać w domu. Dawno tego nie robił. Stał przez lustrem w samych spodniach. Miał naprawdę zajebisty kaloryfer. Jednak musiał założyć T - shirt, ze smutkiem na twarzy ubrał czarny, również wcześniej wybrany przez Lenę. Jedynie sam wybierał buty. Wziął jakieś czerwone SUPRY. Dobrze się czuł w tych ubraniach. Kiedy tak stał i myślał o swojej dziewczynie zauważył, że mimo dobrego gustu jego skarba wolałby ubrać swoją klatę w coś innego. Znalazł na łóżku czarną, obcisłą, męską bokserkę. Ponownie stanął przed lustrem. Tak, teraz wyglądał idealnie. Rozczochrał trochę włosy oraz popryskał się mocnymi, męskimi perfumami.  

Kiedy tańczył z Leną na imprezie musiał przyznać, że naprawdę się postarała. Dekoracje wyglądały idealnie a muzyka była naprawdę fajna. We wszystkim przeszkadzał mu jedynie Twardy. 
- Kochanie, - ledwo ją słyszał przez głośną muzykę. - idę po napoje. 
Pocałował ją w czoło, tym gestem pokazał "dobrze, będę tutaj. Pośpiesz się." Lena kiwnęła głową, sekundę później zniknęła w tłumie ludzi. 
Szczerze to kiedy wchodził nie widział żadnego stolika z piciem czy jedzeniem. Najwidoczniej musiał być gdzieś z tyłu. W sali było naprawdę ciemno oraz tłoczno. Nie sądził, że przyjdzie tu cała szkoła. Jak widać lubią dyskoteki. 
- O! Karolina popatrz! - Twardy podszedł do Oscara. W prawym ręku trzymał napój w plastikowym kubeczku. 
- Czego chcesz tym razem? - Justin oblizał usta. 
- Twojej porażki, jak zawsze. - Twardy podszedł bliżej. 
Oscar zauważył Karolinę, która szła w ich stronę z miną dziwki. W ułamku sekundy Oscar poczuł coś mokrego na bluzce i spodniach. Na początku dziękował, że takowy napój nie wylądował mu na twarzy a potem ogarnęła go furia złości. 
W tłumie zobaczył Lenę z dwoma kubeczkami, zapewne pełnymi. Karolina rzuciła się mu na szyję po czym zaczęła go całować.. Nie odwzajemnił. Próbował ją odepchnąć. Na marne. 
- Oscaaar?! Co to ma kurwa być?! Zrywam z tobą, rozumiesz?! Nie odzywaj się do mnie! - Lena rzuciła kubeczkami z piciem w Karolinę i niewinnego chłopaka.  
Twardy zaczął się śmiać kiedy była dziewczyna Justina, odeszła a Karolina przestała go całować. 
Zraniony chłopak nie myślał, jak najszybciej wybiegł z dyskoteki kierując się na najbliższy most. Było mu zimno, pieprzył to. 
Na moście nie było ani jednej latarni. Mimo to widział ten nurt... fale... nie duże, ale jednak były tam. Przeszedł przez barierkę. Odwrócił się tyłem do wody. Z oczu pociekły mu łzy. Wziął głęboki wdech. 
- To koniec. - powiedział sam do siebie. 
Stał tam jeszcze minutę patrząc na fale. "No to skaczę." - pomyślał.

piątek, 9 sierpnia 2013

Część dwunasta.

Lena patrzyła na niego z lekkim uśmieszkiem. Powoli zaczynało padać, chłopak spojrzał do góry robiąc zatroskana minę. Dziewczyna jednak nic sobie z tego nie robiła, nadal stała i patrzyła na Justina.
- Więc pytasz czy zostanę twoją dziewczyną? - oblizała wargi.
Justin lekko pokiwał głową zwracając uwagę jedynie na jej malinowe usta. Lekko podniósł jej podbródek muskając językiem jej wcześniej oblizane wargi. Po niecałej sekundzie zagłębił się w pocałunku. Ludzie, którzy wychodzili ze szkoły robili im zdjęcia, uśmiechali się słodko albo wzdychali. Jednak nie Karolina, od razu kiedy ich zobaczyła razem, chciała to przerwać.
- Co to ma kurwa być?! - krzyknęła zdenerwowana dziewczyna.
Jakiś chłopak tylko dziwnie na nią spojrzał po czym odszedł. Karolina chwyciła swój telefon, trzęsącymi się dłońmi wybrała numer Leny. "Teraz ma za swoje." - uśmiechnęła się odchodząc.
Lena odepchnęła Justina od siebie.
- Mój telefon dzwoni. - spojrzała na swoją kieszonkę w spodniach.
- Nie odwzajemniłaś pocałunku. - z trudem przybrał obojętną minę. - Oddaj mi to. - wyrwał Lenie komórkę z ręki. - Najpierw odpowiedz.

Karolina była z siebie zadowolona. Kiedy ktoś, teraz spojrzałby w jej oczy, jedyne co by zobaczył to dumę i egoizm. Kiedy wracała do domu zauważyła Twardego, który siedział na krawężniku z kamieniami. Zastanawiała się czy podejść. Zwolniła tępo po czym przewróciła oczami. Kiedy przechodziła na drugą stronę ulicy zdała sobie sprawę z tego, że może on być pomocny. Przecież nienawidzi Oscara za to, że zabiera mu Lenę. Zrobi wszystko, żeby zdobyć jej przyjaciółkę, a ona zrobi wszystko, żeby zdobyć nowego chłopaka.
- Te! - zawołała. - Mam dla ciebie propozycję. - pogłaskała go po włosach. - Ucieszysz się. - mruknęła do jego ucha.

Lena i Justin nadal stali pośrodku ciekawskich ludzi. Wszyscy już wiedzieli, że chodzi o to "on zapytał ją o chodzenie, ona nie wie co odpowiedzieć." Połowa ludzi to nagrywała.
Dziewczyna ciągle miała na twarzy swój słodki uśmieszek. Odsunęła się od Justina o krok.
Stali się najbardziej popularnymi ludźmi w szkole. Tajemniczy chłopak i dziewczyna, o którą stara się Twardy.
- Justin ja... - opuściła głowę. Oscar patrzył na nią nadal obojętnie, przynajmniej starał się na takiego wyglądać. - Zgadzam się. - podniosła głowę i wskoczyła mu w ramiona całując go.
Wszyscy bili brawo, piszczeli oraz krzyczeli ich imiona.
Kiedy przestali się całować chłopak lekko odgarnął włosy swojej ukochanej.

Tej nocy Justin spał naprawdę dobrze.
Jak zawsze rano zrobił to samo; makijaż, śniadanie, książki itp.
O 7:52 był już w klasie i zajmował się swoją dziewczyną. Do klasy weszła Karolina i Twardy. Lena zostawiła na ławce przyjaciółki liścik, że teraz siedzi z Oscarem. Kiedy Karolina go przeczytała prawie wybuchła, powstrzymało ją tylko groźne spojrzenie Twardego. Chłopak, który uważany był za najgroźniejszego w szkole podszedł do ławki "zakochanej pary", podniósł książki Oscara po czym wyrzucił je przez pierwsze okno jakie zobaczył.
- E stary! Pojebało cię?! Zapieprzaj po to! - wziął głęboki wdech, całe szczęście nauczyciela nie było jeszcze w klasie.
- Bo co? - Twardy usiadł na swoje miejsce. 
- Słuchaj. - oblizał wargi. - Wiem, że jestem z dziewczyną, którą kochasz, - pieprzył czy teraz ten idiota wygada jego sekret czy nie. - jednak to nie znaczy... że musisz mi wyrzucać książki przez okno. - wzruszył teatralnie ramionami. - Poważnie mówię. Jeśli ci nie idzie w miłości z dziewczynami, może zostań gejem? - zaśmiał się sztucznie wychodząc z klasy z szyderczym uśmiechem.
Na korytarzu nie wytrzymał. Uderzył pięścią w starą ścianę. Z oka popłynęła mu łza. "A więc tak wygląda normalne życie." - pomyślał.
Kiedy wrócił do klasy z książkami był opanowany, tak samo jak przez resztę czasu spędzonego w szkole. Jednak kiedy wrócił do domy wszystkie mury jego wytrzymałości pękły. Zrobił to, co wcześniej. Chwycił żyletkę po czym zagłębił jej ostry koniec w swojej skórze.
Czujnik ruchu. Zapomniał zamknąć drzwi. Kurwa.
- Skarbie, to ja. Gdzie jesteś? - Lena.
- W łazience. - jego głos drżał.
Dziewczyna nie było głupia, od razu zrozumiała co się stało. Nie minęła nawet minuta a Lena stała przed zakrwawionym Justinem, jej idolem, jej chłopakiem, jej całym światem.
- Och, Justin... - otarła łzę.
- Przepraszam. - powiedział opuszczając głowę.
- Nie mnie przepraszaj - zamorzyła ręcznik w zimnej wodzie. - to raczej Twardy powinien przeprosić ciebie. - uśmiechnęła się wycierając jego rany. Justin syknął jednak nadal milczał. - Rany nie są głębokie, jeśli nie chcesz nie musisz zakładać opatrunku. - pocałowała go w czoło. - Gdzie masz ubrania?
- W moim pokoju czyste leżą na łóżku.
Lena przyniosła mu ubranie, które nie było we krwi, a to już coś. Kazała mu się przebrać a sama poszła zrobić im kakao. Kiedy Justin schodził do kuchni czuł zapach Leny, słodki zapach jego perfum "Someday".
Dziewczyna siedziała na kuchennym stole. Oscar podszedł do niej, odstawił jej kubek tuż obok swojego a potem przeniósł ją do salonu.
- Poczekaj tam! - krzyknął wracając z kubkami kakao.