piątek, 31 maja 2013

Część druga.

„Kocham zapach mokrej trawy, ale jeszcze bardziej zapach mojego samochodu...” – pomyślał Justin skręcając w boczną, jednokierunkową uliczkę.
Włączył radio, akurat trafił na swoją piosenkę „baby”.
- Jeszcze to puszczają?! Super! Baby, baby, baby oooo! Ha, ha. – spojrzał w boczne lusterko.
Latarnie na tej ulicy nie świeciły, Bieber nawet nie widział, żeby jakieś były w pobliżu. Nagle zobaczył z przodu światła innego samochodu. Chciał skręcić, ale nie miał gdzie. Po prawej stronie był rów a po lewej drzewa. Dało się słyszeć pisk opon i krzyk Justina. A później... widać było tylko samochód Biebera w rowie, a ten drugi na jednym z drzew.
Justin powoli otworzył drzwi samochodu i wypadł na mokrą trawę. Zobaczył nad sobą rysy jakiejś postaci.
- Nic ci nie jest, stary? – odezwała się postać nad nim. – Ja pierdole... ty jesteś Justin Bieber. Kurwa. Potrąciłem Biebera! Trafię do więzienia! Zabiją mnie za to! A Beliebers... powieszą po śmierci!
- Nie panikuj. Moja rodzina Beliebers nigdy by tego nie zrobiła. Pomożesz mi wstać? – powiedział wyciągając do niego rękę.
- Jasne... – mężczyzną podał dłoń Justinowi.
Stali przez chwilę w milczeniu. Bieber rozcierał prawą ręką swój kark a mężczyzna tylko patrzył.

- A więc chcesz upozorować teraz swoją śmierć? I wyjechać za granicę? – dopytywał się Paul. – A ja wyjdę na osobę, która zabiła Justina Biebera. Nie podoba mi się to.
- Nie wyjdziesz na osobę, która mnie zabiła. Nagramy jakiś filmik, w którym sam wpadam do rowu a samochód mnie przygniata. Proste. W wywiadach będziesz mówił, że wpadłem w poślizg... powiesz też, że na całej ulicy rozlany był jakiś... tłuszcz? Nie wiem, coś wymyślisz i miałeś kamerkę samochodową. Stąd ten film... – Justin wzruszył ramionami patrząc na zdziwioną twarz Paula. – Będzie dobrze. Powiesz, że chciałeś wysiąść z samochodu, ale również wjechałeś na ten... tłuszcz? Wiesz o co mi chodzi. – powiedział szczerząc zęby.
- To szaleństwo. – odpowiedział zrezygnowany mężczyzna.

Godzinę później policja, która przyjechała na miejsce wypadku Justina, oglądała filmik jak Bieber umiera. Oczywiście wiedzieli o tych zamiar, wszystko im wytłumaczono. Mieli udawać przed wszystkimi, że Justin Drew Bieber umarł na miejscu zdarzenia. Paul wytłumaczył również, że „nieżyjący” chłopak już wynajął osobę podobną do niego. Zadaniem jej było tylko udawać trupa, a w dzień pogrzebu po zakopaniu, Paul miał go odkopać i tyle.
Zadowolony z siebie Justin, wrócił na chwilę do domu po kartę do bankomatu, portfel i telefon.
Stanął przed lustrem w łazience. Kosmetykami swojej mamy (które miał jej dać na zbliżające się urodziny) zmienił dużo w swoim wyglądzie. Obciął włosy tak, żeby grzywka zakrywała mu oczy. Zmienił ubranie, na takie, w którym nie chodził od lat. Wyszedł z łazienki dumnym krokiem, zadowolony z tego co właśnie zrobił i z tego co zrobi w niedalekiej przyszłości. Wysłał tylko kilka SMS’ów. Do swojej mamy, Scootera, Kennego, który zapewne spał już w salonie, do przyjaciół z Canady i dziadków. Wszystko wyjaśnił, nie czekał na odpowiedzi tylko wyszedł z domu.
Na lotnisku dostał od zaufanej osoby nowe dokumenty, które mówiły o tym, że nazywa się Oscar Barley i ma dziewiętnaście lat.
Samolot do Polski właśnie wznosił się w powietrze, kiedy Justin wysłał ostatniego SMS’a do Seleny.
„Przykro mi, ale to koniec. Wyjeżdżam do innego kraju. Nawet mnie nie szukaj. Upozorowałem swoją własną śmierć. Chore, prawda? Tak, wiem... mogę ci tylko powiedzieć, że teraz jestem Oscar, haha. Swag. Może kiedyś wrócę...” – wysłano. Godz. 23:56.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz